Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 205 647 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Ufa!

czwartek, 15 października 2009 9:36
Myślałam, że juz straciłam wszystkie wpisy!
Coś dodaje by coś miało sens!
Wydam książkę!:)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Zzzzzz! Pobudka koniom wody dawać!

wtorek, 07 kwietnia 2009 5:18

Przepraszam że tak ostatnio zawiesiłam swe brazylijskie bajania, ale mój laptop „zaniemógł".

Jakiś prototyp rzadkiego wirusa wściubił swe błędne, jadowite kły w kabelki mojej Toshiby i żaden anty spyviruscoś nie może go znaleść! Toszybka działa tak jakby miała otwarte miliony okienek i milion szuflad! A tak naprawdę są otwarte tylko trzy. Już już się tym zajmuje!


A tak poza tym to...

Szczęśliwych Świąt Wielkiej Nocy!

Brazylijczycy w trakcie postu, oprócz opychania się czekoladą wcale nie w takich egzotycznych formach, bo w kształtach jajek i serduszek(mogliby robić bananowe czekolady!) nie robią nic innego. Jak nie przytyje 15 kilogramów w ten weekend to się bardzo zdziwię. Bardziej niż bardzo.


Już 2 maja wyruszam na wyprawę do Amazonii! Wyprawa jakich mało!

Ale o tym będę pisać po powrocie.

Oczywiście, ze z Amazonii a nie z Brazylii!


Później jak tylko zainwestuje troszkę i zapnę pasa może uda mi się zwiedzić południową część Brazylii. Stan Parana z Kurytybą i Foz de Iquacu na czele.

A moje marzenie wybiegają jeszcze bardziej na południe Florianopolis, Porto Alegre i wiele innych miast i miejsc wartych obejrzenia nie tylko na zdjęciach!

Jakiś sponsor chętny?

(tak właśnie zrobiłam to znowu, mówię po portopolsku...Poprawnie to pytanie powinno brzmieć : Jakiś chętny sponsor? A nie sponsor chętny. To jest tak zwana influencja:)  

I nie posługiwanie się polskim od dłuższego czasu!


Wiem, wiem, żadnych sponsorów - kryzys. Ale co ciekawe. Brazylię wcale on nie odwiedził, nawet nie zapukał.

Wszystko tu płynie swoim własnym spokojnym Brazylijskim rytmem, tylko rzeczy importowane podrożały.

A jedzenie nawet staniało!

Ale gospodarka to nie jest to co niedźwiadki lubią najbardziej!! 

Nie pytajcie już więcej!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Z dziennika szkolnego (w miarę możliwości, będę wyjaśniać żarty)

poniedziałek, 09 marca 2009 2:22
15-22.01
Ilha Bela com Akiyoshi Oshima

24.01
Zmiana domu. Marcia=>Dener. 

26.01
-Urodziny Jeh.

03.02 
-14h unias (paznokcie)
-16h Marcia
-19h Rotary reuniao (spotkanie Rotary)

04.02
-15h zadzwoń do Akiyoshi
-16h volei
-19:30h volei

05.02
-Tata - uważaj w tej Amazoni, żeby cie jacyś indianie nie zjedli , oni to lubią takie białe jak Ty. Dla nich to taka kremówka. Ano i w końcu dodzwoniłam się do Pedra. Kurcze, ale mi się za nim tęskni, olaboga. „Skype - coisa de Deus. Tchao Pedro! Fica com Deus! Entao fica com skype?" (tłum.Skype-rzecz, którą zesłał nam sam Bóg. Na razie Piotrze! Zostań z Bogiem! Zatem zostań na skypie?)
Na razie twierdzi, że po 6 miesiącach treningu wraca do Brazylii. Zatem się nawet nie zobaczymy...

06.02
-16h futsal (halówka)
-20h danca (taniec) - w domu Gustawa. Tańczyłam z profesorem, pierwszy obrót przyłożyłam mu z łokcia=) Tylko Kinia...ale spox, załapałam wszystko. Po tańcach, festa jakich mało. Żeberka tzn. cała klatka piersiowa bycka. Ale tak źle się czułam, że nawet nie wypiłam kieliszka wina, co jest, jak to powiedział mój znajomy (który poznał mnie na Wyspie Pięknej)
„to nie jest podobne do Kini, nic nie jeść i nie pić, nie bierzcie jej dzisiaj na poważnie"

07.02
-Sao Pedro - uwielbiam te wioseczki. Spokojne, traktory na ulicach, małe kanciapki, w których leniwie sączą piwo tubylcy. Jeszcze te widoki...prawie jak piekarskie, tutaj truskawkowe, a tu pasztetowe, patrz a tam w oddali Wisła.

08.02
-Embu - artystyczna dzikość serca - feira de artesanato - wyroby skórzane, torebki, buty, flety, obrazy i wyroby ceramiczne. Czegóż mi do szczęścia więcej potrzeba?

09.02 
-kup buty i szampon
-16h futsal
MASP(Museu de Arte de Sao Paulo) - wtorki do 18 - wstęp wolny.
Pinacoteca - 10h-18h 2R
MAM(Museu Arte Moderno)

Nowe buty same strzelały gole:) Nie no, ciężko jest się przerzucić z wysokich na płaskie. Jakoś ta piłka za często mi uciekała. 
Posso escrever em portugues. Q confusao. Lembrancas do Brasil em portugues:)
Nie, nie, nie wolę polsky. Jest śmieszniej i płynniej.

10.02
-18h15 - 19h15 basen
-20h - Rotary spotkanie
Goblin bądź co gorszy ork. Zęby jak oni, brr. Łachy na pieniądze i pesymizm tysiąc. 
Będzie dobrze - wszystko się uda Kiki.
I jeszcze raz - uwielbiam japońskich Brazylijczyków! 
A i Virginha która myli samochody...(bo to było tak, że jedziemy samochodem z Haroldem i Virginhą na spotkanie Rotary a ona zobaczyła Opel Monza na ulicy i zaczęła się zachwycać,
jaki piękny biały, achy i ochy. Po czym Harold-jej mąż „kochanie, ale mieliśmy taki sam samochód,tylko niebieski, to twierdziłaś że jest brzydki i okropny i kazałaś mi go sprzedać, bo takim gratem nie będziesz jeździć:P". A Vi „serio?")
-Prawie umarłam na tym basenie. 6 razy z deseczką w rękach, kolejne 6 w nogach, kolejne 10 bez, skoki i pływanie na szybkość. Jak ja tego nie lubię, ale już się czuję chudsza.
Dobrze tez, że była Bianca. Nie pływam tak źle, tylko czerwona jestem jak burak!

11.02
-3h30 - 5h volei
-19h30 - 22:30 volei com professoris - ale było śmiesznie. Nigdy więcej w grupie z Wujkiem Samo Zło. Każdy stracony punkt to była wina Fe, nawet jeśli nie dotknęła piłki. 
Poza tym, doszedł list do taty, aż się popłakałam ze szczęścia.

12.02
-urodziny mamy
-16h30 nowy fryz
-18h15 - 19h15 basen - umre!!  nie umarłam:13.02
-20h salsaaa
(krótka notatka od Je, ale nie jestem w stanie przetłumaczyć, dzisiaj:P)

13.02
-urodziny Nicoli
16h futsal - trener: "Kinia, Twoje relacje z piłką się poprawiły" na co Kinia: "Mówiłam trenerowi, że ja musze się z tym przespać :P" 
19h dom Carol - festa niespodzianka dla Nicoli. Wesoło - są filmiki!:) 
20h taniec

14.02.
10h zadzwoń do domu. Pogadaj z ziomalami - intercambistami!
22h festa niespodzianka dla Juana(mojego 2-go host brata). Jak dobrze było zobaczyć te twarze. Tak się uśmiałam. Kinia. You're crazy? Towarzysz, który nie mógł opuścić takiej imprezy -Pedro (jego zdjęcie na balonie:D) Była nawet Bruna Bariloche i ciocia szalona.
Gadałam z Vinim przez skype'a z 2h (Brazylijczyk, który spędził ferie w moim rodzinnym domu w 3D - w Czarnym Dunajcu). Żart z domu - A Twoja stara przeszła Mario w lewo.

16.02  
Nie ma to jak rozmawiać przez telefon w czasie lekcji. Brazylia!

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Ilha Bela

wtorek, 03 marca 2009 2:24

Kolejny miesiąc ferii spędziłam albo w domu albo na mieście ze znajomymi albo na dzikiej plaży Juquehy albo na najcudowniejszej wyspie na jakiej dotąd w moim życiu byłam - Ilha Bela(w tłumaczeniu wyspa piękna)O tym co działo się na tejże o to wyspie nie będę pisać długo, bo najważniejsze to po prostu być tam, oddychać tym czystym powietrzem, rozkoszować się ciepłą spokojną wodą oceanu, zajadać co wieczór pyszne lody na wagę i najważniejsze być kąszonym przez jedyne w swoim rodzaju komary z Ilha Bela...

 

Zaprosił mnie pewien Rotarianin żebym spędziła z nim i jego rodziną w jego domu na Wyspie Pięknej cały tydzień. Jakże mogłabym odmówić. Zresztą już sama nazwa krzyczała - Jestem piękna jedź na mnie:) W ogóle rzadko tutaj odmawiam, zwłaszcza jedzenia, niestety.

 

Wyruszyliśmy ciężkim gorącym popołudniem, ja jeepem z dr Akiyoshi i jego najmłodszymi dziećmi, Izą - lat 5 i Tomaszem lat bodajże 10. Drugim samochodem toyota(ach zapomniałam wspomnieć, że to rodzina o japońskich korzeniach, na początku obawiałam się diety rybnej, ale szybko okazało się że więcej w nich krwi i zamiłowania Brazylijczyka niż Japończyka) jechała jego żona z dwoma synami mniej więcej w moim wieku, Casio(bynajmniej nie grał na casio) i Saul(który w sierpniu jedzie do Australi). Dom okazał się cudowny i drewniany(bo taki styl domów ma ta wyspa) Ogromna przestrzeń tego kondominium mnie zadziwiła, basen 20X20m, sauna i łąka, którą dwa woły zaorałyby w trzy dni. Dość. Własny pokój, łazienka i upał(zwłaszcza dotykający nocą, kiedy to nie można wstąpić do morza ani basenu) nie do wytrzymania, ale już zdążyłam się przyzwyczaić.

 

Przez pierwsze trzy dni pogoda nam dopisywała, więc odwiedziliśmy kilka ciekawych plaży. Jedna z nich o nazwie Praia do Sino, czyli plaża dźwięków nie nosi nazwy od tak sobie.
Zawdzięcza ją niezwykłym kamieniom, które po uderzeniu młoteczkiem żelaznym wydają głuchy dźwięk dzwona...dziwne, wręcz nie do uwierzenia, ale jak przywaliam takim młotem to rozniosło się na całe wschodnie wybrzeże Sao Paulo...ach ta siła i moc:)
Niestety kolejne 4 dni dopadły nas ulewy. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

Siedzieliśmy na tarasie ze znajomymi dr Akiyoshy i jego żony Celii i rozmawialiśmy, żartowaliśmy i oczywiście jedliśmy...Tak mnie polubili, że zaprosili mnie na kursy tańca - samby i forró, które organizują z tą grupą znajomych których zdążyłam poznać. I takim sposobem za darmo mam lekcje tańca z ludźmi, których naprawdę polubiłam. To nic, że wszyscy ponad pół wieku już mają za sobą...

 

Jak szybko się zaczęło tak szybko się skończyło...szkoda, ale doktor obiecał mi że jeszcze wróci ze mną na Wyspę, bo przez te ulewy nie mogłam odwiedzić wodospadów...może zdążymy:] Ale znając Brazylijczyków, nigdy nic nie wiadomo aż do momentu jak już siedzisz w aucie, no chyba że jeszcze wynikną problemy z autem...i trzeba będzie go pchać, jak to mi się ostatnio zdarzyło.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Feliz ano novooo!!

piątek, 23 stycznia 2009 18:13
„Dziwna rzecz: o tym, co najlepsze, i o dniach najmilej spędzonych niewiele się ma do opowiadania" jak to mawiał Tolkien. I takim sposobem w te wakacje za dużo nie pisałam, bo tak dobrze się bawiłam.Skończyłam na świętach. A po świętach nadszedł czas nowego roku. Miałam trzy opcje do wyboru. Albo jechać na ponoć jedną z lepszych plaż - Guaruja z dwoma studentami, których nigdy nie widziałam - synami przyszłego prezydenta klubu rotary Guarulhos albo wyruszyć na plażę Santos z moimi obecnymi host rodzicami(jako piąte koło u wozu, bo jechali tylko we dwoje) albo jechać na Sao Sebastiao z ostatnioą host rodziną do domu jego znajomego, którego już znałam. 
Stwierdziłam, że nie tyle ważne jest to gdzie spędzę ten nowy rok, ale to z kim. I takim sposobem wybrałam opcje nr 3! Za pierwsza kurtyną krył się zonk, za drugą także zonk, a za trzecią...brawo!!! Wygrała pani nową kucharko-zamrażarke i tygodniowy pobyt na cudownych turkusowych plażach południowego brzegu plaż Sao Paulo, w domu niejakiego Tupiego, co ma trójkę dzieci, żone, psa i papuge. 6 nocy spędzi pani na super niewygodnych materacach firmy „stare ale jare" rozłożonych w kuchni, ale będzie się pani bawić wypaśnie, bo czuje się pani z nimi naturalnie!
Haaa! Zdjęcia już dodałam, to zobaczcie sobie jak było ciasno. Ale im mniej miejsca tym bardziej jest się bliżej ludzi!:) Wigilię nowego roku spędziłam na boskiej plaży, na której tak świetnie się bawiłam, ujeżdżałam fale i grałam w siatkę, że całkowicie zapomniałam o aparacie. Poza tym piasek był tak drobny że nie dało się od niego ucieknąć i bałam się o swój obiektyw...
W wieczór nowego roku, przeprowadziłam przesympatyczna konwersację między Polską a Brazylią, o szczegóły pytajcie się sióstr Karpierzanek - Danuty i Marii:)
O godzinie 22 zjedliśmy uroczystą kolacje i wznieśliśmy toast i nie wolno było odłożyć ani położyć na stole szklanki zanim się jej zawartości nie wypiło do dna(coś niby Bad luck)
A tak za dwadzieścia dwunasta byliśmy już na dzikiej plaży i czekaliśmy na fajerwerki a może i na otworzenie szampana(:P), tańczyliśmy do rytmów pagode i samby. A o 24 jak w każdym kraju wypiliśmy szampana i oglądaliśmy cudowny pokaz fajerwerków z dobre pół godziny. A później...2h samby i wytańczyłam się jak za starych czasów:) Ale to nie koniec, trzeba było sobie coś planować na ten nadchodzący 2009 rok i tak o godzinie 3 w nocy 01 stycznia 2009 dryfowałam sobie samotnie w gorącym basenie moich myśli(patrz zdjęcia) Nowy rok pod znakiem bikini i 40-sto stopniowych upałów! Tego jeszcze nie było!





Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

święta, święta i po świętach!

niedziela, 04 stycznia 2009 15:07

Jak wyglądały moje święta to ładnie opisałam na Moje zdjęcia z Brazyli

Cóż tu więcej mówić, nie było pasterki, nie było ryby i opłatka...no zwykły obiad z rodziną...ale jak się później okazało nie znowu taki zwykły, bo przy śiweczkach:)

Choć są rodziny które czytają przd "wigilią" Słowo Boże i idą do Kościoła o północy...ja trafiłam na rodzinę, która nie zwykła tego robić.

Diferente!!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Wspomnień worków rozpakować czas!

niedziela, 21 grudnia 2008 23:42

Ahaa i byłam w kinie na Madagaskarze 2 ... po portugalsku i zrozumiałam!!!

Nawet się śmiałam z żarcików, nie dlatego że wszyscy się śmiali na sali, ale dlatego że zrozumiałam:P

Juz fest dobrze mi idzie z językiem! Uhuuu!

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Tylko kilka dni...

niedziela, 21 grudnia 2008 23:32
Święta!Jak tu trwają przygotowania do świąt...ale co? Jakie święta?
Dopiero siostra mnie uświadomiła że to już, już za kilka dni. Bo tak w sumie to tej atmosfery w ogóle tu nie czuć, bo : 
po pierwsze nie ma śniegu
po drugie nie ma mrozu i nic nie skrzypi pod butami(notabene klapkami) 
po trzecie pierwszej gwiazdki na niebie nie będzie, bo za duży smog
po czwarte nie ma zapachu piernika
po piąte najbliższy polski kościół jest oddalony o 40km
po szóste dwa dni temu byłam na plaży i skakałam z falami
po siódme wszystkie choinki są plastikowe(green peace wszedł do boju)
po ósme wszędobylski święty mikołaj wchodzi nawet do szopki!!
po dziewiąte i ostatnie nie wiem co będę jadła na święta, co jest niespodzianką jak niedzielny obiad z rodziną a nie święta Bożego Narodzenia


I...wesołych świąt co byście je wszyscy spędzili z rodziną i cieszyli się z faktu że znowu to wygląda tak samo! Tradycja wielką rzeczą jest!




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

16.12 Festa de Natal.A to było tak…!

niedziela, 21 grudnia 2008 23:16
Kolejny projekt z Rotexem. Wyjechaliśmy gdzieś poza granice tej wielkiej wioski (:P). Wesoły autobus intercambistów uśmiechniętych od ucha do ucha, bo znów możemy wspólnie sikać ze śmiechu! Och, pamięci...nazwa tej miejscowości to...Amparo! Mam cię! Jest to, a raczej była jedna z najbogatszych miejscowości w Brazylii XIX wieku, ale już nie jest. Oczywiście głównym dochodem była kawa i jej eksport na całą Amerykę łacińską. Zwiedziliśmy muzeum „jacy to oni byli bogaci" i pojechaliśmy w teren. Trafiliśmy do małego hoteliku (notabene tu motel, to wcale nie jest mały hotel, jak to w Polsce, tylko - dom spokojnej rozkoszy) i zjedliśmy, popływaliśmy w basenie i znowu sikaliśmy ze śmiechu (przynajmniej w moim wypadku). Słońca nie brakowało i mój protektor 35 poszedł w ruch aż do dna. Po kilku przemówieniach ludzi z rotary i po zjedzeniu tortu z okazji pięciolecia Rotexu i po wzruszającym pożegnaniu się z Australijczykami, którzy już w styczniu wracają do domów, wsiedliśmy do autobusu zmęczeni i spieczeni jak kurczaki z rożna.

Ale to nie koniec tego projektu. Okazało się że za sprzedane bilety przez intercambistów zostały zakupione prezenty dla dzieci z jednego z domów dziecka. Każdy intercambista dostał prezent który miał wręczyć jednemu dziecku. Wszystko było podpisane. Mnie dostała się Bruna Christina lat 15. Tyle wiedziałam na początku. Nie powiem, troszkę się bałam. Ale kiedy ją zobaczyłam, cichą i nieśmiałą wszystko mi przeszło. Dzieciaki siedziały na podwórku w kole a myśmy ich wywoływali. Kiedy moja Bruna otworzyła prezent, prawie się popłakała ze szczęścia. Dostała w prezencie buty, bo jako jedna z wielu nie miała tejże części garderoby. Że miałam szczęście i mogłam z nią rozmawiać, bo większość to były dzieciaki 3 latka, które nie były łase na rozmowy tylko na zabawy, to coś zagadałam do niej że ma piercing. A ona ucieszona, że zwróciłam na to uwagę zaczęła gadać. Oprowadziła mnie po całym domu, pokazała wszystkie jej rzeczy, nie zajęło nam to dużo czasu, bo za wiele tego nie było. I wtedy właśnie zrozumiałam jak nie wiele tej dziewczynie do szczęścia potrzeba. My cały czas narzekamy, chcemy czegoś lepszego, nowszego, a nie możemy dostrzec i docenić tego co mamy wokół siebie. Okrutne. Jest tam już 8 lat, jej tata ma problemy z narkotykami i alkoholem, bił ją i jej matkę, aż w końcu pewnego dnia zabił jej mamę a ona uszła z życiem. Nie chcecie znać innych historii innych dzieci...naprawdę. Wystarczyło że poświęciłam jej chwilę czasu, wysłuchałam a ona uznała mnie za swoją przyjaciółkę...i kiedy powiedziała że za każdym razem kiedy będę pokazywać znak love and peace (dwa razy uderzenie się w pięścią w klatke piersiową i na koniec wyprostowany palec wskazujący i środkowy) będę ją wspominać. 25 marca, ma 16-ste urodziny...mam zamiar jej wysłać jakiś mały prezent. I kiedy tylko opuściłam mury tego budynku nie mogłam powstrzymać łez. 
W całej sprawie nie chodzi o to, żeby nie kupować sobie nowych ubrań, tylko żeby szanować to co się ma i to co dobrego nas w życiu otacza. 
Tak mnie naszło na przemyślenia.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Mikołajku, mikołajku pokaż co masz w tymże worku!

wtorek, 09 grudnia 2008 1:06
Dnia 6 grudnia w Brazylii nie obchodzi się Mikołajek. No i nie zmieniajmy tej tradycji, oszczędności nigdy za wiele :DPojechałam z moim host rodzicami do parku Ibirapuera, gdzie znajduje się wiele kulturalnych placówek. W tym : muzeum AfroBrasil w którym już byłam i się zakochałam, teatr o podstawie trapezu i wejściu z wielkim językiem(dodam zdjęcia to zobaczycie) i mój ulubiony Bienal.
Tam właśnie była wystawa „In living In contact" która za każdym razem zadziwiała mnie coraz bardziej. Więcej będziecie mogli zobaczyć na zdjęciach. Co tu więcej mówić.

A co do parku, to jest to zielony obszar w centrum miasta otoczony dwumetrowym płotem, gdzie w weekend nie ma gdzie wściubić palca, bo wszyscy miastowi idą sobie pobiegać, przechadzać się z psem lub po prostu pograć sobie na jednym z kilkudziesięciu boisk do wszystkich gier z piłką w roli głównej. Osobiście nie lubię tego miejsca, ale gdzie indziej za darmo można sobie powyczyniać takie rzeczy?
Kiedy się już troszkę odchamiłam pojechałam do mojej kuzynki na „churrasco" czyli taki tutejszy grill. Muzyka, jedzenie, tańce i hulanki oraz to co mnie podobało się najbardziej! Piłka nożna!!
Oczywiście ja i Gabi a reszta same facety, bydlęta każdy metr osiemdziesiąt w barach i gramy! Szczeliłam chyba z 4 bramki, o dziwo! I w ogóle tak śmiesznie było, a stopy domywałam dwa dni:) 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

czwartek, 29 września 2016

Licznik odwiedzin:  7 665  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Prowadzę go dla Was, moi drodzy przyjaciele z całej Polski żebyście wiedzieli jak w Brazyli życie płynie inaczej:)

Statystyki

Odwiedziny: 7665

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl